piątek, 22 marca 2013

Zakatarzony blues i zachrypnięte boogie

Już na wstępie obiecuję, że następny post nie będzie miał nic wspólnego z katarem, kaszlem ani pigułkami, bo postanowiłem wyzdrowieć. Wyzdrowieć i basta, a od poniedziałku marsz do szkółki. Ale na razie - do mojego zakatarzonego bluesa dochodzi zachrypnięte boogie pod postacią kołyszącego jak hawajski hamak utworu Arthura Smitha. Obiecuję sobie nauczyć się tego grać, gdy tylko będę wstanie potrzymać gryf w ręce dłużej niż 10 sekund - na razie co 2 akordy musiałbym robić pięciotaktową pauzę na wyczyszczenie nosa. No właśnie, a cóż to za zakatarzony blues? Jeszcze tego nie wymyśliłem. Ale obiecuję, że jak na coś wpadnę, to koniecznie o tym kawałku wspomnę. Zdaję sobie sprawę, że Arthur Smith nie ma nic wspólnego z chrypą. Ale wybór tego kawałka na dziś uważam za absolutnie uzasadniony - utwór ten jest bez wątpienia instrumentalny, więc załóżmy, że wykonawca zmuszony został do zrezygnowania z wokalu na skutek chrypki tudzież innej tego typu przypadłości :D W każdym razie, tego właśnie teraz słucham, próbując nie zagłuszyć kaszlem tych fenomenalnych zagrywek gitarowych!

http://www.youtube.com/watch?v=zDyjxpw1vBs

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz